top of page

W labiryncie przedmiotów

11 sie
7 minut(y) czytania

Refleksje oraz fotorelacja z wystawy biżuterii Van Cleef & Arpels i sztuki użytkowej ze zbiorów MAK Museum w Wiedniu.



Z wizytą u sułtana

Mury paryskiej XVIII-wiecznej rezydencji na jeden wieczór zmieniły się w orientalny pałac. Spowiły ją powłóczyste barwne tkaniny, posadzki okryły perskie dywany. Po pokojach i ogrodzie rozchodziły się egzotyczne dźwięki i zapachy ciężkich perfum. Wśród nich niczym we śnie bawiło się ponad trzystu gości, którym pan domu obiecał, że tej nocy nie będzie chmur na niebie – i nic, co istnieje, nie będzie istniało. Wszyscy odziani byli w stroje ze wschodnią nutą: ubiory kobiet i mężczyzn iskrzyły się od kamieni oraz ekskluzywnych materiałów, a na głowach goście nosili turbany przetykane piórami ptaków z dalekich krain.



W centrum tej feerii barw i dźwięków stał on – Paul Poiret – sułtan we własnej osobie. Król mody pierwszego dwudziestolecia nowego wieku, którego pomysłowość szokowała i przyciągała. Jej kulminacją był bal Tysiąca i dwóch nocy, który odbył się w 1911 roku w siedzibie projektanta. Wszyscy goście – elita, artyści, arystokracja – ubrali się według wytycznych gospodarza, a stroje odzwierciedlały złote lata państwa perskiego, według europejskich wyobrażeń. I choć to nie będzie historia o nim, to pomyślałam, że z pewnością odnalazłby się na ekspozycji wystawy czasowej GLANZSTÜCKE: Van Cleef & Arpels High Jewelry × Masterpieces from the MAK Collection w wiedeńskim Muzeum Sztuki Stosowanej. Bowiem jej oprawa godna jest najwykwintniejszych gustów. Można by rzec, że jest niczym sezam z baśni o Ali Babie i czterdziestu zbójnikach ze zbioru, nomen omen, Księgi tysiąca i jednej nocy.


W 1906 roku, tym samym, w którym modowy mistrz odszedł w swoich pomysłach od gorsetu, aby jego ukochana żona i muza Denise mogła bez ucisku spędzić pierwszą ciążę, w Paryżu doszło do narodzin marki jubilerskiej, która była owocem mariażu. Jedenaście lat wcześniej Estelle Arpels, córka handlarza kamieniami, i Alfred Van Cleef, syn szlifierza diamentów, powiedzieli sobie tak na ślubnym kobiercu. Natomiast z początkiem XX stulecia pod adresem Place Vendôme 22 w Paryżu wraz z bratem Estelle, Salomonem, otworzyli swój pierwszy salon. Tak rozpoczęła się historia jednego z bardziej znanych francuskich domów jubilerskich, specjalizujących się w Haute Joaillerie – wysokiej jakości biżuterii, luksusowych zegarkach i przedmiotach dekoracyjnych. W jego archiwach po dziś dzień przechowywanych jest ponad trzy tysiące historycznych dzieł.




Wróćmy jednak do współczesnego Wiednia, w którym dzięki współpracy Van Cleef & Arpels z MAK Museum (Museum of Applied Arts ) możemy na własne oczy podziwiać ponad trzysta złotniczych wyrobów w warsztatów tej firmy, wykonanych w trakcie 120 lat jej istnienia. Gdyby tego było nam mało, ekspozycję wzbogacono dwustoma rarytasami ze zbiorów MAK, reprezentantami najwyższej klasy wzornictwa i rzemiosła artystycznego. Średniowieczne tkaniny, historyczne stroje, ceramika artystyczna spotykają się tutaj z wyrobami Wiener Werkstätte, czyli Warsztatów Wiedeńskich - założonej na początku XX wieku spółdzielni artystów i rzemieślników. Ich celem było przywrócenie wysokiej rangi rzemiosłu oraz połączenie sztuki z przedmiotami codziennego użytku.



Wynosili na piedestał ręczne wykonanie, wysoką jakość i ścisłą współpracę projektantów z wykonawcami, jednocześnie sprzeciwiali się bezrefleksyjnej produkcji masowej. Ich działalność wywarła ogromny wpływ na rozwój nowoczesnego wzornictwa, także wyrobów jubilerskich, stając się jednym z fundamentów europejskiego modernizmu. Więcej o historii, ideach i nowatorskich wyrobach Warsztatów Wiedeńskich przeczytasz w artykule: Trzy piętra ku odrodzeniu rzemiosła. O biżuterii z secesyjnych Warsztatów Wiedeńskich. 


Wędrówki po całym świecie

Tymczasem zajrzyjmy na wystawę GLANZSTÜCKE, której tytuł możemy przetłumaczyć jako arcydzieła - najpiękniejsze egzemplarze. Do tego skarbca pełnego klejnotów zaprasza nas parawan projektu Kolomana Mosera, jednego z założycieli Warsztatów (1).


  1. Koloman Moser, Parawan, 1906, Wiedeń. 


Dzieło znalazło się na plakatach promujących wydarzenie i stało się jednym z wizualnych symboli wystawy. Tak się składa, że parawan również powstał w 1906 roku, przypadek? Trudno oprzeć się wrażeniu, że umieszczenie go na wejściu jest celowe. Na materiałach promujących wydarzenie, jak i w pierwszej sali, gdzie prezentowany jest parawan, towarzyszą mu obiekty z najbardziej rozpoznawalnej kolekcji Van Cleef & Arpels z lat 50. - Zip - przeskalowane zamki błyskawiczne wykonane w złocie wysadzanym drogocennymi kamieniami, które przybrały kształt bransolet i naszyjników (2).


Tuż za tym niemal skromnym początkiem do wnętrz skąpanych w półmroku wciąga nas wielki… dywan? Może przed nami zawitał tu Aladyn, kolejny bohater wcześniej wspomnianej baśni i zaczarował część nazwaną Wanderlust - Tęsknota za podróżą? Nie czekajmy dłużej i dajmy się porwać do jego świata. 

Oto wita nas jeden ze starszych i najbardziej imponujących artefaktów na wystawie, choć zupełnie się go tu nie spodziewałam.

Dywan tzw. Portugalski, XVII w., Azja Środkowa.
Dywan tzw. Portugalski, XVII w., Azja Środkowa.

Ogromny, wzorzysty dywan, który powstał w Azji Środkowej na początku XVII stulecia, znany jako Portugalski. Ta nazwa wywodzi się z wczesnych badań, które spekulowały na temat jego portugalskiego pochodzenia ze względu na przedstawione na nim statki i postacie odziane w europejskie stroje. Dywan należy do najcenniejszych tekstyliów w zbiorach MAK, a ze względu na swoją delikatność pokazywany jest niezwykle rzadko. Co ma dywan do biżuterii? Powtarzalność wzorów, linii, zamiłowanie do bogactwa detali i ornamentów, czy to nie wystarczające pokrewieństwo z jubilerskimi cackami, choćby miniaturowym modelem jachtu Varuna wykonanego przez Van Cleef & Arpels w 1906 roku, z którym zestawiono ten zabytek

Miniaturowy jacht Varuna, 1906
Miniaturowy jacht Varuna, 1906

Kiedy w jednej z kolejnych sal trafiłam na okrągły dywan zaprojektowany w Warsztatach Wiedeńskich, związek między tekstyliami a biżuterią stał się dla mnie jeszcze wyraźniejszy. Na tym XX-wiecznym obiekcie doskonale widać podejście twórców do architektonicznego traktowania wzorów – budowania ich z powtarzalnych rytmów, kolorów i geometrycznych układów, których echo odnajdujemy także w jubilerskich kompozycjach. Dowód na to, że projektowanie nie zna granic między dyscyplinami.


Dywan z Warsztatów Wiedeńskich, Josef Hoffmann, 1930, Wiedeń.
Dywan z Warsztatów Wiedeńskich, Josef Hoffmann, 1930, Wiedeń.

Skoro zaczęłam od działu włókienniczego, to nie mogę pominąć sposobu ekspozycji tkanin z Warsztatów Wiedeńskich, który zrobił na mnie szczególne wrażenie. Fragmenty materiałów i ich barwne szkice, które w wielu muzeach pozostają jedynie detalem lub tłem, tutaj stały się pełnoprawnymi bohaterami opowieści . Zestawiono je z biżuterią i innymi akcesoriami mody, pokazując dialog między nimi i podobieństwo rozwiązań formalnych.



W tym połączeniu zaczynają opowiadać o tym, jak te same motywy, pomysły i barwy przenikają pomiędzy tekstyliami, modą, sztuką dekoracyjną i jubilerstwem. Właśnie tutaj ponownie widać, że historia dizajnu nie składa się z oddzielnie funkcjonujących dziedzin, lecz z całościowego projektowania, o którym marzyli i które wcielali w życie wiedeńscy artyści początku XX wieku. 



Labirynt cieni

Ekspozycja jest jak misternie zaprojektowany labirynt, który wodzi widza na pokuszenie, a jego architektura prowadzi nas równie świadomie jak zgromadzone dzieła. Scenografia przybiera formę ciągu pomieszczeń, wijących się jak serpentyna o ścianach obitych tkaninami w subtelnych pastelowych odcieniach.



Ściany nie zamykają przestrzeni całkowicie, pomiędzy salami pozostawiono prześwity, które

kuszą, aby zerknąć, co kryje się w następnej części. Już z daleka migoczą szyby gablot, błysk kamieni szlachetnych i złota przyciąga wzrok, a pomiędzy nimi dostrzec możemy rysunki ozdób, historyczne stroje i wyroby ceramiczne, wszystkie nieustannie zachęcają, by zrobić jeszcze kilka kroków dalej i przejść do kolejnej z sześciu sekcji tematycznych - od podróży, przez odniesienia do architektury i mimetyzm wzorów, aż po świat teatru oraz występów scenicznych.

 


Sercem wystawy jest część badająca ideę przemiany rzeczy zwykłych w cenne, jak wcześniej wspomniane złotnicze suwaki. Monumentalna sala skąpana w głębokich, atramentowych fioletach przypomina wnętrze sułtańskiego namiotu, pełne tajemniczości i teatralnego oświetlenia.

To właśnie tutaj najpełniej wybrzmiewa kuratorski zamysł. Historyczne koronki splatają się wizualnie z misternymi liniami naszyjników wykonanych ze złota, platyny oraz najcenniejszych kamieni.


Fragment z ekspozycji w sekcji Metamorfozy z chwostem z 1877 roku.
Fragment z ekspozycji w sekcji Metamorfozy z chwostem z 1877 roku.

Wielkie jedwabne chwosty, niegdyś zwisające z dekoracyjnych zasłon, odnajdują swoje współczesne echo w jubilerskich zawieszkach, a ornamenty dawnych tkanin zdają się powracać w jubilerskich kompozycjach wysadzanych diamentami. Dawne przedmioty nie są tutaj jedynie tłem dla luksusowej biżuterii, prowadzą z nią fascynującą rozmowę. Całość zamyka sala poświęcona naturze i kosmosowi.



Ogromną rolę we wszystkich pomieszczeniach odgrywa światło. Dobrane i ustawione z niezwykłą precyzją, aby wydobywać połysk metali, głębię kamieni i fakturę tkanin, tworząc świetlne przestrzenie w półmroku. Dzięki temu każdy krok przez sale przypomina wędrówkę przez labirynt cieni i świetlnych refleksów migoczących na powierzchni obiektów. Zwiedzający nieustannie przechodzi od intymnych, niemal kameralnych wnętrz do bardziej teatralnych przestrzeni, w których dzieła jubilerskie błyszczą niczym gwiazdy w ciemności.



Co prawda ten mrok od czasu do czasu przecinają świetlne smugi, jednak one są zasługą małych latareczek rozdawanych zwiedzającym przy wejściu. Można nimi podświetlić podpisy obiektów, których odczytanie bez dodatkowego światła czasem byłoby niemożliwe. Wiem to z autopsji, przegapiłam je wchodząc na wystawę. Nie popełnij mojego błędu! Co prawda aparat fotograficzny skutecznie przeszkadzałby mi w ich użyciu.

Ekspozycja jest odzwierciedleniem niezwykle przemyślanej opowieści o wzornictwie i motywach, które od stuleci krążą pomiędzy różnymi dziedzinami rzemiosła artystycznego.

Taki sposób prowadzenia narracji sprawia, że tematy nie są od siebie sztywno oddzielone, ale płynnie się przenikają.



Co ciekawe, po obejrzeniu całości odnoszę wrażenie, że najcenniejszym eksponatem nie jest żaden pojedynczy klejnot ani zabytek, tylko ich zestawienie, w którym biżuteria przestaje funkcjonować jedynie jako cenny przedmiot, a staje się częścią większej rodziny projektowej.


Wymieniłam tu zaledwie kilka spośród prezentowanych precjozów, trochę więcej widać na zdjęciach, ale żadna fotografia nie odda nastroju panującego w tej muzealnej przestrzeni. Dla takich realizacji warto przejechać choćby kilkaset kilometrów. 



Jedynym drobnym mankamentem, a jakże zawsze coś znajdę, okazała się lekka duchota odczuwalna w początkowych pomieszczeniach. Podczas mojej wizyty w Wiedniu panowały upały i zabytkowy budynek muzeum z lat 70. XIX stulecia, w końcu jest to drugie najstarsze muzeum sztuki użytkowej na świecie, nie do końca dawał sobie z nim radę. Szybko jednak przestałam zwracać uwagę na ten szczegół, gdy tylko mój wzrok przyciągnęły kolejne eksponaty i zaskakujące zestawienia. W efekcie GLANZSTÜCKE zapisze się w mojej pamięci nie tylko jako prezentacja wysokiej klasy wyrobów złotniczych, lecz przede wszystkim jako wyjątkowe doświadczenie przestrzeni i pięknie opowiedzianej historii o sztuce dekoracyjnej. Sztuce przez duże S.



PS. Jeżeli uda Ci się odwiedzić Wiedeń, to nie zapomnij przy okazji zajrzeć do stałych galerii MAK, którego kolekcje obejmują sztukę użytkową od średniowiecza po nasze czasy. Szczególnie polecam Ci wizytę na piętrze w sali zatytułowanej: Wien 1900, w której nacieszysz oczy stałą prezentacją wyrobów Warsztatów Wiedeńskich zaaranżowaną w tym roku na nowo, a jeśli - podobnie jak ja – poczujesz do nich słabość, to wybierz się jeszcze do Muzeum Leopoldów, gdzie również rezydują na stałe. 

PS. 2. Wystawie towarzyszy obszerny katalog z komentarzami kuratorskimi w języku niemieckim i angielskim oraz wspaniałymi fotografiami. Czy uwzględniono tam wszystkie obiekty prezentowane na ekspozycji? Tego nie wiem, ale z pewnością większość, a rozdziały oddają układ sekcji, które obejrzałam w muzeum.



Tytuł: GLANZSTÜCKE: Van Cleef & Arpels High Jewelry × Masterpieces from the MAK Collection.

Miejsce i czas trwania: MAK Museum w Wiedniu: 10 czerwca – 27 września 2026.

Kuratorki: 

Anne-Katrin Rossberg – główna kuratorka ze strony wiedeńskiego MAK.

Alexandrine Maviel-Sonet – kuratorka gościnna reprezentująca Van Cleef & Arpels,

Scenografia: Paryskie Atelier Tsuyoshi Tane.


Bibliografia:

  • Katalog - GLANZSTÜCKE: Van Cleef & Arpels High Jewelry × Masterpieces from the MAK Collection, Wiedeń 2026.

  • Katalog - Van Cleef & Arpels: Time, Nature, Love, Mediolan 2019.

  • Kinzel R., Królowie mody. Historia haute couture, Wrocław 1995.



 
 
 

Komentarze


Komentowanie tego posta nie jest już dostępne. Skontaktuj się z właścicielem strony, aby uzyskać więcej informacji.

© 2026 Jevelx. All rights reserved.

bottom of page